You can enable/disable right clicking from Theme Options and customize this message too.

Islandia

Czemu Islandia?

Islandia jawiła mi się jako odległa kraina, o której wiedziałem tylko tyle, że jest gdzieś między Ameryką a Europą. Jakaś magiczna, osnuta mgłą tajemniczości, niedostępna wyspa, której położenie na granicy koła polarnego zdawało się zaprzeczać możliwościom życia. Jakby ku potwierdzeniu tych słów najwięcej o Niej usłyszałem w 2010 roku, gdy po wybuchu jednego z wulkanów, popiół wyrzucony na wysokość 10 tysięcy kilometrów zatrzymał jedną z najpotężniejszych branż przemysłu w Europie. Samoloty po prostu przestały latać. Pamiętam jak oglądałem w telewizji obraz wiszącej potężnej chmury popiołu i pomyślałem, że to niesamowite, jak taka mała wyspa ze skraju wielkiego świata, tak mocno może na niego wpłynąć. Buta człowieka zmuszona paść na kolana przed siłami Natury…

Chmurę jak to w życiu bywa rozwiał wiatr, samoloty wróciły do latania, życie poszło dalej a ja wróciłem do codzienności, w której nie było czasu na spełnianie wielkich marzeń. Przynajmniej tak sobie wmawiałem. Powody zawsze się znajdowały - praca, zobowiązania, zmęczenie – proza życia. W ten sposób kiełkujące pragnienie zostało przysypane szarą codziennością, która niczym ten popiół z wulkanu zakryła drogę prowadzącą do jego realizacji.

Po trzech latach, w 2013 roku na ekrany kin wszedł film „Sekretne życie Waltera Mitty”, który ze zdwojoną mocą obudził we mnie kolory Islandii. Film o szarym człowieku, z wielkimi pragnieniami, który w poszukiwaniu zaginionego zdjęcia przemierzył niezwykłą drogę po krainie lodu i ognia. Czułem, że moje marzenie dojrzało do realizacji ale jak się szybko okazało, ja nie dojrzałem do realizacji marzenia. Znów znalazłem uzasadnienie, aby z niego zrezygnować, wmawiając sobie, że tym razem czyjeś cele są ważniejsze, a moje mogą przecież poczekać. I tak kolejny raz pozwoliłem, aby odwaga w walce o marzenia, nie przekroczyła progu mojego domu...

Ta odwaga zapukała do mnie ponownie w 2017 roku. W pochmurny wrześniowy wieczór, mając 37 lat na karku, siedząc kolejne godziny w pracy za biurkiem usłyszałem ponownie piosenkę Space Oddity Davida Bovie. Walter Mitty...

This is major Tom to ground control; I'm stepping through the door…

Poczułem przypływ potężnych emocji.. Jeszcze w czasie słuchania, wpisałem w google jedno słowo – Islandia… Zobaczyłem zdjęcie długiej krętej drogi na bezkresnym pustkowiu, znikającej pomiędzy potężnymi górami na horyzoncie. Serce zabiło mocniej… Przecież nie mogę tak wyjechać… mam zobowiązania… pracę… To niemożliwe… Jestem już za stary na podróż, która tak naprawdę nie wiadomo ile może trwać…. Strach… Przed czym? Przed sobą? Przed zmianami?

Prawie bezwiednie włączyłem Worda… Wybrałem Nowy dokument i… napisałem jedno zdanie… Wypowiedzenie umowy... Koniec, który stał się Początkiem.

Półtora miesiąca później, 19 października 2017 roku, około godziny 23 wyszedłem z samolotu, wziąłem głęboki oddech arktycznego powietrza i z ekscytacją spojrzałem na bezchmurne niebo z milionem migoczących gwiazd… Już nie było odwrotu… Witaj Islandio!

Tak rozpoczęła się największa podróż mojego życia z biletem w jedną stronę. Podróż która kilometr po kilometrze stawała się wyprawą w moje obawy, nadzieje, podświadomość wraz z towarzyszącą jej gamą najbardziej skrywanych uczuć. Podróż, która na zawsze odmieniła moje spojrzenie na siebie oraz na otaczający mnie świat.

1500 km

przejechanych wokół zimowej Islandii

40 000 kcal

spalonych podczas jazdy

- 18 stopni

temperatury powietrza

do 60km/h

siły wiatru podczas jazdy