You can enable/disable right clicking from Theme Options and customize this message too.

Przygotowania

Dzień przed wylotem

Nie mogę spać… Ostatnia noc przed wylotem dłuży się niemiłosiernie. Za kilkanaście godzin pasmo najbardziej zwariowanych decyzji w moim życiu sprowadzi mnie z rowerem na lotnisko. To dziwne uczucie, bo parę dni temu jeszcze byłem w pracy, gdzie żegnałem się z ludźmi, z którymi spędziłem większość czasu w ostatnich kilku latach.

W rozmowach pojawiają się te same pytania po co i jak się przygotowałem. Na pierwsze jeszcze nie umiem odpowiedzieć, a z drugim mam duży problem. Bo tak naprawdę co mam im powiedzieć… Realnie zdaję sobie sprawę, że siedzenie przy biurku przez te paręnaście lat nie zwiększa moich szans w przetrwaniu tych setek kilometrów na rowerze. Nie mówiąc o imprezach i litrach alkoholu przelanych podczas nocnych spotkań. Gdzieś w głowie tłumaczę sobie, że najwyżej dojadę do jakiegoś miasta po drodze i spróbuję wrócić… Czy będę się wstydził? Nie wiem… Nie mam za bardzo czasu o tym myśleć.

Mija trzecia w nocy. Patrzę na swój plecak i zdaję sobie sprawę, że nie udało mi się kupić nawet specjalnych spodni, które będą mnie chronić przed minusowymi temperaturami. Nigdzie ich nie mogłem znaleźć, a czas dostawy przez internat jest zbyt długi. Zresztą nie do końca wiem jakie one mają być. Grube? Cienkie? Z jakiegoś specjalnego materiału? Z wkładką dla kolarzy, czy bez? Cholerne tysiące pytań, godziny przeszukiwań w sieci i… nic..

Owszem jest mnóstwo porad dla kolarzy na letnie wyprawy ale o tym jak się przygotować na długą jazdę w zimę - jak na lekarstwo… Domyślam się dlaczego… Nikt normalny nie robi takich rzeczy, a tym bardziej kiedy ma przed sobą setki kilometrów pogody tak zmiennej jak najbardziej kapryśna kobieta spotkana w klubie.… No nic… Zasuwam zamek w moim plecaku z nadzieją, że część rzeczy kupię na miejscu.

Najważniejszą rzecz, czyli mój rower, oddałem w ręce specjalistów ze sklepu kolarskiego, co też nie było łatwe. W jednym nie mieli sprzętu, w drugim czasu, w trzecim zapytali o doświadczenie i popukali się w czoło. Dopiero w czwartym sklepie spotkałem ludzi, którzy autentycznie mnie wsparli. Dobrali odpowiednie sakwy boczne oraz doradzili jaki osprzęt dokupić. Dostałem nawet nawet karton na spakowanie roweru oraz kilka porad jak go złożyć aby się zmieścił. Trudno w to uwierzyć, ale w tym czasie pełnym emocji i wahań, Ci ludzie z stali się dla mnie kimś w rodzaju przewodników w sferę kompletnie mi nieznaną. Kiedy odbierałem przygotowany rower, razem z garścią porad – dostałem również wielką paczkę wiary w to co robię…

Godzina czwarta… Słyszę dreptanie w przedpokoju. To mój kochany psiak przydreptał do mnie ze zdziwionymi oczkami, w których malowało się pytanie, czemu nie śpię w łóżku. Przytuliłem go do siebie, a on odpowiedział mi liźnięciem po szyi Poczułem jak bardzo mi będzie brakować tych radosnych powitań, szczekania, droczenia się i tego spojrzenia pełnego zaufania. Jakby wyczuwając moje obawy położył się na dywanie obok mnie kładąc swój pyszczek na moich kolanach. Kiedy zasnął poczułem jak jego spokój, ciepło i jednostajny oddech koją moje zdenerwowanie.

Tak… Z każdą chwilą kiedy zbliżał się wylot, moje emocje rosły z minuty na minutę. Z jednej strony czułem, że po 14 latach pracy za biurkiem podejmuję decyzję o rozstaniu z moim dotychczasowym życiem, z drugiej tak bardzo obawiam się jej konsekwencji. Tej decyzji którą tak długo odwlekałem, a którą tak wiele osób mi odradzało. Mimo, że od kilku lat czułem, że się nie rozwijam zawodowo, nie podejmowałem żadnego kroku, aby to zmienić. Trwałem w klatce bezpiecznego komfortu życia, świadomie odwracając wzrok od okna, za którym mijało mnie moje własne życie. Iluzja, w której do mistrzowskiego poziomu opanowałem detale.

Dziś mogę odpowiedzieć na oba pytania. Po co ta wyprawa? Aby uwierzyć w siebie i stać się bohaterem mojego własnego życia. Jak się przygotowywałem na ten moment? Całym moim życiem…

W kieszeni miałem bilet w jedną stronę. Przy pożegnaniu zdałem sobie sprawę, że nie wiem kiedy z moją Kinią się spotkam. To była jedna z tych chwil, w której miałem największe zawahanie przed wylotem.

Rozłożenie roweru to jedno, ale złożenie to zupełnie inna sprawa. Przed wylotem zdążyłem zrobić zdjęcie i obejrzeć parę filmów na youtubie, ale zdawałem sobie sprawę, że wyzwaniem będzie dopiero udana rekonstrukcja roweru.

1500 km

przejechanych wokół zimowej Islandii

40 000 kcal

spalonych podczas jazdy

- 18 stopni

temperatury powietrza

do 60km/h

siły wiatru podczas jazdy